W piąty dzień pobytu Rose u mnie miałyśmy zamiar pojechać na zakupy. Niestety nici z tego, deszcz padał.. pogoda nie za fajna jednym słowem. Po obiedzie odwiedziła nas jeszcze zaproszona przeze mnie Sara. Z nudów przy takiej pogodzie wyciągnęłyśmy karty i grałyśmy. Powiem, że taka z pozoru nudna gra a tak nas wciągnęła, że spędziłyśmy nad nią kilka godzin. W pewnym momencie usłyszałyśmy, że pod domem parkuje jakiś samochód. To nie był warkot silnika auta moich rodziców.. podeszłam do okna i zobaczyłam duży czarny samochód, lśniący, bardzo zadbany, wyglądający jak całkiem nowy. - Ej dziewczyny, to nie mój tata.. - powiedziałam. Przyjaciółki zerwały się do okna. Zobaczyłyśmy chłopaka, w czarnej skórzanej kurtce, czerwonej kraciastej koszuli, full capie, nike i obwisłych spodniach.. Liam? - pomyślałam. Usłyszałam jeden wielki pisk. Rose i Sara zobaczyły, że to Payne. Moja myśl brzmiała tylko: co on tu robi? Zeszłam otworzyć mu drzwi i na przywitanie się przytuliliśmy. Zaprosiłam go do pokoju. Chłopak był jakiś niespokojny i jak nigdy nie zbierało mu się, żeby się uśmiechać. Widać było, że się martwi czymś. Na powitanie przytuliłam go. - Chcesz herbaty czy coś innego do picia? - zaproponowałam.
- Nie, dziękuję. Co tam słychać? - zapytał.
- A wiesz, lepiej. Odpoczęłam i przemyślałam trochę spraw.
- To dobrze.
- Poznajesz Rose i Sarę? - uśmiechnęłam się.
- Tak tak.. jak tam Rose? - odpowiedział.
Rose zarumieniła się. Haha, zawstydzał ją chłopak. Zostawiłam ich na chwilę i wzięłam Sarę do kuchni pogadać. Było jej przykro, że Liam chciał rozmawiać tylko z Rose.. no cóż, był nią zauroczony. - W czym ona jest lepsza ode mnie?! - zapytała Rose, była wkurzona.
- Ej przestań.. to jego wybór.- powiedziałam.
- Kocham go, jest moim idolem, którego udało mi się poznać..
- Rozumiem, ale nie on jeden jest na świecie.. zresztą Harry był Tobą zainteresowany.
- Na prawdę? - zdziwiła się.
- Tak, pojedziesz ze mną do Anglii? Poznacie się lepiej.
- Serio? Dziękuję! - rzuciła mi się na szyję.
Wróciłyśmy do pokoju, nie kryjąc niczego Sara już podchodziła z dystansem do Rose. Dziewczyna nie bardzo mogła się porozumieć z Liamem. Za szybko mówił a ona sama też nie umiała za dobrze angielskiego. Tłumaczyłam im mniej więcej o czym mówi chłopak.
- Wiesz, bo ja tu tak właściwie to nie przyjechałem pogadać tylko.. - zaczął tłumaczyć.
- To o co chodzi?
- Bo wiesz, ten Twój wyjazd nie najlepszym pomysłem był. Bo z tego co wiem to miałaś odezwać się do Nialla po tym jak Ci dał pieska.. - oczy miał zaszklone.
- Liam co się dzieje?! Czemu oczy Ci się szklą?! - nerwowo pytałam.
- Bo on myślał, że już nie chcecie go znać, że był problemem, on na prawdę Cię bardzo kocha.. on chciał popełnić samobójstwo!
- Że co?! - krzyknęłyśmy chórkiem.
- No bo nie odzywał się do nikogo. I wczoraj wieczorem Louis był u niego i trafił w najlepszą porę.. bo tak właściwie uratował mu życie..
- Liam mów wszystko po koleji!
- No mówię.. i teraz jest w szpitalu, nieprzytomny. Zayn miał zadzwonić ale mówił że nie odbierasz a pewnie nie chcesz go widzieć.. więc ja przyjechałem Cię powiadomić..
- Boże, Liam dziękuję Ci bardzo, kocham cię przyjacielu . - przytuliłam chłopaka.
- No spoko, tylko wiesz, ja mam za 2 godziny samolot, lecisz ze mną do niego?
- Jasne, że tak! Szybko zamów mi bilet ja idę się pakować.
Tak też zrobiliśmy. On zamawiał bilety, ja się pakowałam. W między czasie wypytywałam go co tu robi ten samochód skoro leci samolotem. Dowiedziałam się, że jest wypożyczony bo na jazdę samochodem nie ma czasu. Nie wiadomo co z Niallem. Po pół godziny byłam już gotowa do wyjazdu.
- Przepraszam Was dziewczyny, naprawdę ale widzicie co się dzieje.. muszę tam jechać, to wszystko przeze mnie.. - płakałam,
- Nie przez Ciebie.. jedź, ja dojadę w tygodniu do Ciebie, dobrze? - pocieszała mnie Sara.
- Pa kochane! - pożegnałam się z przyjaciółkami i powiadomiłam rodziców o sytuacji.
Wybiegłam razem z Liamem z domu, ciągnąć za sobą walizkę i Lucky'ego na smyczy. Nie wiedziałam nawet czy mam ze sobą paszport. Odebraliśmy po drodze mój bilet i kilka minut później czekaliśmy na lot, który minął bardzo nerwowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz