Był to dzień Wigili Bożego Narodzenia. Tuż po obiedzie pojechaliśmy z Niallem po choinkę. Gdy dotarliśmy na wielki rynek, chciałam padnąć z wrażenia. Dużo zielonych choinek, małych i dużych, gęstych i tych mało zielonych. Oglądaliśmy wiele choinek, żadna nie mogła wpaść do gustu Nialla. Muszę przyznać miał bardzo wygórowany gust. - Może ta? Popatrz, jest w sam raz. - pokazałam wskazując palcem na jedną z choinek.
- Nie, jest za duża, nie zmieści się w salonie.. - odpowiedział chłopak.
- A ta? - zaproponowałam ponownie. Chłopak zaczął chodzić w koło choinki i oglądać ją.
- Jest całkiem okej.. - burknął pod nosem.
- Bierzemy? - zapytałam. Po czym blondyn kiwnął głową i wyciągnął swój mały, skórzany portfel i zapłacił za drzewko. Zapakowaliśmy ją do samochodu i postanowiliśmy przejść jeszcze po bazarze. Chodziłam od stoiska do stoiska z wielkim uśmiechem na twarzy. Ale ciągle Niall chodził jakiś dziwnie przybity. Tak jakby o czymś myślał. Nie mogłam już wytrzymać. Złapałam chłopaka i odwróciłam w swoją stronę - Co się dzieje Niall - zapytałam.
- Nic.. co ma się dziać? - obojętnie odpowiedział.
- No widzę, że coś jest nie tak. Nie śmiejesz się, jesteś jakiś przybity..
- Zły dzień mam po prostu. - tłumaczył się.
- Okej, jak chcesz. Chodźmy na tamto stoisko, widziałam kartki świąteczne. Wysłałabym rodzicom do Polski.
- Idź, ja tutaj zostanę. Poczekam na Ciebie, dobrze? - po czym usiadł na ławce.
- Dobrze.
Podeszłam do stoiska ciągle zastanawiając się co się z nim dzieje. Przecież to Niall, on nigdy nie jest smutny. Zawsze jest uśmiechnięty. Coś jest nie tak. Chyba go jeszcze na tyle nie znam, aby móc to rozszyfrować.. ale czułam, że za niedługo wszystko się wyjaśni. Wybrałam dwie kartki świąteczne, które od razu zaadresowałam i wrzuciłam do skrzynki na listy. Wysłane pewnie będą jutro a przyjdą po świętach, ale nie ma innego wyjścia niestety. Wracając do Nialla zobaczyłam stragan z prezentami świątecznymi. Zaglądnęłam do portfela, ile pieniędzy mi zostało przy sobie. Przydałoby się kupić jakiś prezent dla blondyna i jego rodziny. Przeszłam jeszcze jedną alejką, aby zakupić prezenty. Dla Nialla upatrzyłam sweterek ze świątecznym mikołajem, który je a obok pisze 'forever hungry' . Stwierdziłam, że to idealnie odzwierciedli jego osobowość i styl bycia. Dokupiłam kilka słodyczy i miałam dla niego prezent. Dla rodziców chłopaka i jego brata z żoną zakupiłam małe drobiazgi. Dla Theo znalazłam śliczne śpioszki, nie wiedziałam czy nie kupię za małych, ale brałam 'na oko'. Z zakupami wróciłam do Irlandczyka. - Możemy wracać. - oznajmiłam. Horan przejął ode mnie torby po czym zapakował do samochodu. - Pojedziemy teraz do Grega, ok? - powiedział.
- Jasne! W końcu poznam małego Theo.
Gdy dotarliśmy na miejsce byłam zaskoczona. Mieszkali w wielkim domu, z ogromnym, pięknym ogrodem. Czy wszystkie domy w Irlandii, są takie piękne? - zadawałam sobie to pytanie. Zadzwoniliśmy dzwonkiem. Drzwi otworzyła nam Denise. - Hej! Wchodźcie. - powiedziała z uśmiechem na twarzy. Wydawała się bardzo miła i zrobiła na prawdę bardzo dobre wrażenie na mnie. Usiedliśmy w salonie na białej sofie. Niall oczywiście przedstawił mnie swojej rodzinie i odwrotnie. Dziewczyna zaparzyła nam herbaty. Z twarzy Horana znów było można wyczytać ten niepokój spowodowany czymś, o czym nikt nie miał pojęcia. Rzucał tylko dziwne spojrzenia na Greg'a. Chciał chyba z nim porozmawiać. Ułatwiłam sytuację. Poprosiłam Denise, aby pokazała mi Theo. Złapałyśmy dobry kontakt. Udałyśmy się do pokoiku malucha.
*oczami Nialla*
Julia, dobrze zrobiła zostawiając mnie sam na sam z bratem. Musiałem z nim pogadać.
- Wyjdziemy na podwórko? Chce porozmawiać.
- No właśnie widzę, że jesteś taki nie swój. Chodź. - odpowiedział.
Na podwórku usiadłem na schodach i zebrałem się odwagę aby wyrzucić z siebie wszystko. Pierwszy raz powiedzieć komuś o swoich uczuciach.
- Bo wiesz Greg.. - powoli zacząłem tłumaczyć - .. znasz już Julie, bardzo ją polubiłem od początku. Poznałem ją w Polsce, gdzie występowaliśmy gościnnie w x factor. Była ona jedną z uczestniczek. Jak ją zobaczyłem, to coś chyba we mnie się zagięło. Zacząłem ją obserwować. Każdy jej krok. Słuchać każde jej słowo. Czułem, że to ta dziewczyna, na którą tyle czekałem. Od wczoraj myślę czy zapytać ją, czy chciałaby nią zostać. Nie wiem też jak. Stąd ta moja mina czy zachowanie. Bracie, pomóż mi.. - mówiłem błagającym głosem.
- Uuu chłopie.. - wziął głęboki oddech, po czym przeciągnął rękę z tyłu głowy aż do jej czubka.. - wiesz co czujesz? Jesteś pewny uczuć? - zapytał.
- No tak.. kocham ją..
- To jej to powiedz i po prostu zapytaj czy będzie z Tobą. To nic trudnego. - uśmiechnął się.
- Chciałbym, żeby to było coś wyjątkowego.. - dopowiedziałem.
- To może na świętach? Przy obiedzie u rodziców? - zaproponował.
- Dobry pomysł! - krzyknąłem wstając ze schodków.
- Trzymam za Ciebie kciuki chłopie. - mówił, klepiąc mnie po plecach.
Wróciliśmy do budynku. Wchodząc do salonu widziałem Julie bawiącą się z Theo a Denise, bacznie przyglądała się temu. Słodko wyglądała z moim chrześniakiem. Siadłem obok niej, biorąc na kolana małego chłopczyka.
- Pasuje Ci taki. - zaśmiał się Greg.
- Ładnie wyglądacie z takim maleństwem. - dodała Denise, uśmiechając się.
Próbowałem nie zwrócić na te słowa uwagi, nie wiedziałbym co odpowiedzieć. Razem z Julie wzięliśmy małego do pokoju obok i bawiliśmy się z nim, aby Greg miał trochę czasu dla żony.
Julia na prawdę lubiła małe dzieci a one ją, nawet Theo wolał siedzieć u niej na kolanach niż u mnie. Wyglądali ze sobą naprawdę słodko. Zacząłem zastanawiać się jak mogłaby wyglądać moja rodzina. Zamarzyłem się trochę. Otsknąłem się gdy brunetka zakrzyczała na cały głos - Patrzcie, Theo robi pierwsze kroki! - wszyscy zbiegli do pokoju. Haha, co prawda były to pierwsze kroki za ręce ale były. Zaczęliśmy bić małemu brawo. Przytuliłem chrześniaka.
*oczami Julii *
Brawo dla Theo! Zrobił swoje pierwsze kroki wraz z moją pomocą. Wkręciłam się w niańkę dla tego malucha. Bardzo go polubiłam.
Dochodziła godzina 18. Musieliśmy wracać do domu. Pożegnaliśmy rodzinkę i wsiedliśmy w samochód. Kilka minut byliśmy już w domu. Rodzice blondyna byli u sąsiadów. Horan wyciągnął choinkę i postawił w salonie. Ubrać będziemy ją w kolejny dzień. Ja zaczęłam pakować prezenty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz