poniedziałek, 30 grudnia 2013

11 rozdział.

Wstałam bardzo wcześnie, abym mogła skorzystać z łazienki pierwsza i pierwsza się odświeżyć. Po wykonanej czynności ubrałam się w to [ LINK ] . Włosy przeczesałam szczotką i zostawiłam rozpuszczone. Wychodząc z łazienki na stole było już przygotowane śniadanie przez rodziców Nialla.  - Jak się spało w nowym miejscu? - spytała uśmiechnięta mama chłopaka. 
- Bardzo dobrze. Pomóc państwu w czymś? - zaproponowałam.
- Nie trzeba, lepiej idź obudź naszego syna.
Tak też zrobiłam. Poszłam do pokoju blondyna i usiadłam na łóżku cicho go wołając. Nawet nie drgnął, zaczęłam coraz głośniej wymawiać jego imię. On nadal nic. Posmyrałam go palcem po policzku, gdzie tylko burknął coś pod nosem i przekręcił się w drugą stronę. 
- Niall, jedzenie już czeka na Ciebie! Weź wstawaj! - krzyknęłam, gwałtownie wstając z łóżka.
- Jeszcze chwile.. chce spać. - odpowiedział zaspany.
Ooo nie, tak nie będzie.. on potrafi spać pół dnia, pomyślałam. Wyciągnęłam mu ciuchy z szafki [ LINK ] i rzuciłam prosto w twarz. - Masz 5 minut na ubranie się i zejście na dół! - powiedziałam stanowczo po czym wyszłam z pokoju trzaskając za sobą drzwiami. Zeszłam na dół do jego rodziców.
- I gdzie Niall? - spytał tata Horana, który oglądał telewizję.
- Obudziłam go, ale nie chciał wstać. Dałam mu 5 minut na zejście tu. - odpowiedziałam zdenerwowana.
- Tak jest, chłopa należy od początku tresować! - zaśmiała się jego mama.
Kilka minut później zszedł do nas Niall. Ciągle ziewając. Jego oczy były mocno zaspane. Bez słowa siadł przy stole. Opierał ręką głowę. Zrobił sobie dwie kromki, które jadł jakby chciał a nie mógł. Każdy na niego patrzył jak na jakiegoś kosmitę. Nadal zachowywał się jak nie on. Po skończonym posiłku chłopak wraz z ojcem przynieśli ozdoby choinkowe a ja z jego mamą sprzątałyśmy ze stołu.

*oczami Nialla*
Dzisiaj jest ten wielki dzień. Święta jak i moje proszenie Julii o chodzenie. Całą noc myślałem jak to zrobić, żeby było to wyjątkowe. Stąd moje zmęczone oczy i chęć spania jeszcze trochę dłużej. Wyciągnąłem z ojcem dużo ozdób świątecznych i przystroiliśmy cały dom z zewnątrz. Będzie to wyglądać na prawdę bardzo ładnie wieczorem, gdy będzie już ciemno. Wchodząc do domu otrzepałem tylko buty ze śniegu i zawołałem Julkę do salonu. Chciałem wspólnie z nią ubrać świąteczne drzewko, które wybraliśmy razem. Rodzice przygotowywali świąteczny obiad a my zajęliśmy się drzewkiem. Wybrałem te zwykłe białe lampki. A brunetka srebrne i czerwone bombki i kokardki. Prezentowało się całkiem ładnie. Zostało nam włożyć na sam czubek wielkiego, białego anioła. Podniosłem dziewczynę na rękach a ona założyła ostatnią ozdobę. Podsunęliśmy wszystkie prezenty pod nią.  Całość wyglądała przepięknie.


- Nasze wspólne święta. Wspólnie ubrana choinka. Czego można chcieć więcej? - zapytała.
Przytuliłem ją mocno milcząc. Ona nie miała pojęcia co ją jeszcze spotka tego dnia.  Wszystko przerwał dzwonek do drzwi. Był to Greg, Denise i Theo. Od razu przejąłem małego na ręce. I razem z Julką poszliśmy go pobawić. Chłopczyk od razu wystawiał rączki, żeby zaprowadzić go do choinki. Oglądał ją swoimi wielkimi oczkami. Łapał do rączek bombki, to są już jego drugie święta. Spędziliśmy bardzo miłe popołudnie z maluchem. Denise zawołała nas, że stół jest już gotowy i możemy siadać. Każdy złożył sobie życzenia i zasiadł na swoim miejscu. 

*oczami Julii *
Było naprawdę przyjemnie. Za oknem robiło się już ciemno, więc poszłam włączyć światełka a zgasić światło w pomieszczeniu, gdzie siedzieliśmy. Było tak pięknie i nastrojowo. 
- Niall, może byś nam coś zagrał i zaśpiewał? - zaproponował Greg z dziwnym uśmiechem i wzrokiem kierującym się w stronę blondyna.
- Dobry pomysł. Już idę po moją gitarę.
Po chwili chłopak był już z gitarą i zaczął grać kolędy, które wszyscy śpiewali.  Zaśpiewaliśmy razem chyba 7 kolęd. Ujrzałam znów ten dziwny wzrok Grega do brata. Wtedy w oczach Nialla można było zauważyć strach, jakąś obawę..
- No to teraz coś specjalenego. Zagram dla Julii .. - powiedział, na co zrobiłam dziwną minę.
Zagrał i zaśpiewał tylko swoją zwrotkę, która była najpiękniejsza :

You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh..
(Nigdy nie będziesz kochać siebie, choć w połowie tak mocno
 jak ja kocham ciebie
Nigdy nie będziesz traktować siebie odpowiednio, kochanie
Ale chcę, by tak było
Jeśli pokażę ci, że jestem tu dla ciebie
Może pokochasz siebie, tak jak ja kocham ciebie)

- Czy zostaniesz moją dziewczyną? - zapytał.
W oczach mamy chłopaka widać było łzy wzruszenia. Ja stałam jak wryta. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Nawet w najśmielszych snach o tym bym nie pomyślała.
Zgodziłam się, rzuciłam się chłopakowi na szyję po czym po raz pierwszy nasze usta się złączyły. To były piękne i niezapomniane święta.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz